Weekendowa ucieczka za miasto

20171015_094259

Hej!

Dawno mnie tu nie było, ale nie martwcie się, nie zapomniałam o Was! :-) Trochę czasu w zeszłym tygodniu poświęciłam sprawom bieżącym, a w weekend uciekliśmy z P. do jego rodziny, na wieś. Jedni szukają regeneracji kilkaset kilometrów dalej, a nam wystarczyło jakieś nieco ponad 50 km, by znaleźć trochę spokoju.

Na wsi jesień zawitała już w pełni. Wszystko nabrało żółto-czerwonych kolorów, ptaki jedne za drugimi przedzierały się kluczem wśród chmur, nawet zapach powietrza stał się zupełnie inny. Taki świeży, a zarazem mówiący o tym, że drzewa i kwiaty szykują się do zimowego snu. Ludzie zaczęli już czyścić groby, bo jeszcze trochę ponad 2 tygodnie i przywita nas listopad wraz ze Świętym Zmarłych. I w tym wszystkim byliśmy My, przepełnieni wonią miejskiego życia i jeszcze większą chęcią spędzenia czasu w tym miejscu.

20171014_163340Mało kto teraz docenia piękno wsi. Każdy chce być teraz bliżej miasta, hałasu, pieniędzy i centrów handlowych, niektórzy wręcz wstydzą się być tzw „wieśniakami”. Błąd! Ile bym oddała, żeby wychować się przy wschodach i zachodach słońca na tle złocistego zboża. Ile bym oddała, żeby mieć 3 psy i 5 kotów, i jeszcze kurki, świnki, a najlepiej i krówkę! :-D Kiedy P. z kuzynami siedzieli i rozmawiali przy stole, nie potrafiłam sobie odmówić wyjścia na taras i nacieszenia się tym czego nie doświadczyłam mieszkając w bloku na obrzeżach centrum miasta. Tym bardziej nie rozumiem spędzania wakacji wśród tłumów kiedy są miejsca, gdzie naprawdę można UCIEC. Oczywiście nie mogę powiedzieć „życie na wsi jest super!”, bo wiąże się z tym naprawdę wiele utrudnień, np dojazdy i znalezienie pracy. Jednak gdyby w przyszłości było dane mi wybierać między uczeniem wychowania fizycznego w szkole miejskiej lub wiejskiej to zdecydowanie wybrałabym te drugą opcję! I w tym przypadku nie tylko ze względu na to, że dobrze się czuję na wsi, ale też dlatego, że szkoły wiejskie bardziej dbają o rozwój fizyczny dzień tworząc np boiska do tego przeznaczone, gdzie w mieście, w co 3 szkole jest z tym problem, bo inwestuje się w drogi i centra handlowe, a nie sport. Miasto mnie męczy i rok za rokiem wcale nie lubię go coraz bardziej, jedynie wzrasta mi współczynnik tolerancji.

20171015_093708

 

„Twój Vincent”

Wczoraj po powrocie jeszcze wybraliśmy się do kina na „Twój Vincent” i to co mogę powiedzieć na samym wstępie to: IDŹ I SIĘ NAWET NIE ZASTANAWIAJ! Tak jak nie chodzę zbyt często do galerii czy muzeów, tak przez 1,5h czułam się jakbym została przeprawiona przez całą twórczość van Gogha. 100 malarzy, 61 tysięcy klatek, wszystko NAMALOWANE, a sceny z retrospekcją naprawdę sprawiały, że czułam się jakbym zobaczyła czyjeś wspomnienia. Film pozostawia ogromną refleksję, z moim Kochanym bardzo długo przeżywaliśmy to, co zobaczyliśmy na ekranie. Przede wszystkim można poznać Vincenta poprzez sztukę i to w zupełnie inny sposób niż jak na lekcjach w szkole, czy w muzeum. Już nigdy, gdy ktoś mnie zapyta „Znasz Vincenta van Gogha?” nie odpowiem „To ten malarz co odciął sobie ucho” tylko powiem: „To był wielki malarz, który zawsze chciał wszystkim udowodnić, że do czegoś dojdzie”. I doszedł, ale dopiero po śmierci… Jego postać bardzo osobiście potraktowałam zwłaszcza dlatego, że Vincent chciał i widział „więcej”. Każdy drobiazg go cieszył i dawał mu nową inspirację. Sama nie raz od Mamy słyszę: „Ty się cieszysz z każdej pierdoły”, bo tak jest i czasem brakuje mi osób wokół siebie, które spojrzałyby na ten świat przez mój pryzmat.

W tym miejscu chcę podziękować Bagatele i Bibeloty, bo to właśnie u niej zobaczyłam zwiastun tego filmu, jako „najpiękniejszy jaki widziała”. To tylko pokazuje, jak ważne jest, by czytać, a nie całe życie lecieć na skróty i zwracać uwagę tylko na hasztagi. Jeszcze raz dziękuję! :-)

Mam nadzieję, że poniedziałek był dla was łaskawy i znaleźliście jeszcze troszkę siły na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli nie to zajrzyjcie jutro, a jeśli daliście radę to zostawcie komentarz, bo moc tkwi w SŁOWACH – pamiętajcie!

Pozdrawiam! :-)