#4 FIT WTOREK: Fakty i mity z czasów szkolnego wychowania fizycznego!

nowy fit wtorek (2)

Hej!

Wczoraj zaczęłam praktyki z Wychowania fizycznego w liceum. Tym samym naszła mnie myśl, by kolejny FIT WTOREK w jakiś sposób do tego nawiązywał. Pewnie każda lub każdy z was w szkolnych czasach puszczał ściemę nauczycielowi, żeby nie ćwiczyć i nigdy nie było złej wymówki, prawda? :-P Przypuszczam też, że tak jak ja czasem nie widzieliście sensu w niektórych częściach lekcji i robiliście to na odczepne, byle tylko minęło 45 minut. W moim życiu przyszedł taki moment kiedy zrozumiałam wszystkie intencje moich byłych już WFistów, a jeszcze bardziej dotarło to do mnie kiedy sama stanęłam w końcu na ich miejscu i zobaczyłam, że to wcale nie jest łatwe słuchać miliona pomysłów na to „dlaczego nie mogę dziś ćwiczyć”. Wiem jedno – kiedy już zacznę pracować w tym zawodzie to na pewno nie będzie zmiłuj, haha.

Gotowi na kilka faktów i mitów? Zaczynamy! 

#1 Z miesiączką nie można ćwiczyć

MIT. Oczywiście, że można i jest to nawet wskazane. Jasne, że są sytuacje kiedy brzuch boli do tego stopnia, że trudno wytrzymać. Jednak jeśli są to łagodne menstruacje to umiarkowany wysiłek nie zaszkodzi, a jeszcze pomoże. Wszystko za sprawą endorfin, które działają przeciwbólowo i poprawiają samopoczucie. Poza tym, nie trzeba wykonywać ćwiczeń, które mogłyby być „niekomfortowe” w tych dniach.

#2 Rozgrzewka to najważniejszy element lekcji i treningu

FAKT. Chociaż z punktu widzenia ucznia kojarzy się to bardziej z obowiązkiem niż koniecznością. Przynajmniej 10 minut powinno się poświęcić na rozbieganie i rozgrzanie każdej partii ciała, zaczynając od kończyn górnych kończąc na wszelkich podskokach, i rozciąganiu. Dobry warm up daje gwarancję, że nie zdarzy nam się kontuzja podczas zajęć.

#3 Gimnastyka do niczego się nie przyda

MIT. Czasem żałuję, że w mojej szkole nigdy nie kładło się na gimnastykę zbyt dużego nacisku. Oczywiście były podstawy, ale nie było typowego rozciągania, by być bardziej gibkim. Gibkość to zdolność, która jest nam potrzebna przez całe życie i nawet człowiek dorosły powinien przynajmniej 2-3 razy w tygodniu poświęcić chociaż 30 minut na lekkie rozciąganie. I nie chodzi tylko o to, by w skłonie sięgać palcami do podłogi, a o to, by nie zerwać mięśnia lub więzadła podczas np poślizgnięcia się na zamarzniętej kałuży.

#4 Biegi to najgorsza część wychowania fizycznego

MIT. Bieg na 1 km zawsze kojarzył się z katorgą i torturowaniem przez WFistów. I to jeszcze na czas! To dopiero tragedia zmieścić się w 5 minutach. Tak naprawdę bieganie na świeżym powietrzu to bardzo dobry sposób na zwiększenie wydolności i tym samym dotlenienie organizmu. Warto jednak najpierw zapoznać uczniów z techniką oddychania podczas biegu, by nie męczyli się dodatkowo. W każdym razie bieganie terenowe jest o wiele lepsze niż te na bieżni, na siłowni, ale o tym to już innym razem ;-)

#5 Zakwasy to nic innego jak mikro urazy 

FAKT. Pamiętam jak kiedyś moja koleżanka przyniosła zwolnienie z WF-u z powodu zakwasów. Według mnie zakwasy to znak, że „coś się robiło” skutkiem czego powstały mikro urazy, które objawiają się bólem mięśni. Wiadomo, że nie powinno się na drugi dzień obciążać tych partii ciała, które nas bolą, bo można tylko pogorszyć ten stan zamiast go polepszyć, ale to nie jest powód do rezygnacji z aktywności. Zresztą, mój WFista zawsze mówił, że nie boli tych, którzy się obijają (ha-ha).

#6 45 minut to za mało na lekcję WF

FAKT. W czasach szkolnych 45 minut wydawało trwać w nieskończoność, ale kiedy już jest się na miejscu WFisty to okazuje się, że 15 minut traci się na zbiórkę, sprawdzenie obecności i samą organizację. Zdarza się, że trzeba wypuścić grupę przed dzwonkiem, bo np przerwa trwa tylko 5 minut i nie zdążą na następną lekcje. Reasumując lekcja trwa pół godziny, a to za mało dla młodego organizmu, by osiągnąć widoczne efekty. A szkoda…

7# Równe stroje to wymysł nauczyciela

MIT. Wymysł czy nie wymysł, ale jest to pewnego rodzaju dyscyplina na lekcji. Dobrze jeśli grupa ma chociażby jednakowy kolor koszulek i spodni (już długość nie ma większego znaczenia jak dla mnie). Po pierwsze wprowadza się w ten sposób pewnego rodzaju „równość”, której brakuje między uczniami na co dzień, a po drugie przy dzieleniu na zespoły lepiej to wychodzi organizacyjnie. Dobrze jest dogadać się z grupą czy wolą czarne, czy białe koszulki, a nie narzucać z góry, to akurat bym zmieniła.

A wy? Jak wspominacie czasy szkolnego wychowania fizycznego? Czy któryś z mitów zdarzyło wam się powielać? :-D Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Miłego dnia!

8 myśli nt. „#4 FIT WTOREK: Fakty i mity z czasów szkolnego wychowania fizycznego!

  1. ~Bagatele i Bibeloty

    Rozgrzewka to mus, tylko ludziom nie chce się „dodatkowego treningu” przed tym właściwym…

    Biegi to była trauma, bo rzeczywiście człowiek skupiał się na tym, żeby zmieścić się w czasie ustalonym przez nauczyciela, a nie na technice. Teraz bieganie uwielbiam, kiedyś szczerze nienawidziłam!

    Co do stroju, pamiętam, że kiedyś było to dość krępujące. Nakaz noszenia białych bawełnianych koszulek spod których prześwitywał stanik. Wieku 13-14 lat to przecież katastrofa :P Później wywalczyliśmy inne kolory i od razu było inaczej. Myślę, że warto uczniom dawać różne propozycje, wtedy może chęci do ćwiczeń byłyby większe, bo wiedzieliby, że mają prawo głosu.

    Mi mrozi krew w żyłach fakt, że przez tyle lat edukacji wfiści nie nauczyli nas robić squatów tylko zwykłe przysiady. Nie skupiali się na technice, mówili ‚każdy robi 10 przysiadów i przechodzimy dalej”, w efekcie czego każdy wykonywał je na czas byle jak, wychodząc kolanami poza linię palców. Dziwie się, że nasz naród jeszcze potrafi chodzić…

    Odpowiedz
    1. ~Słowo na śniadanie

      Widzę, że raczej kiepsko wspominasz szkolny WF z wyjątkiem wywalczonej zmiany koszulki :D Ja też wiele bym zmieniła w tym czego mnie uczyli, zwłaszcza przysiady, bo te które pokazują w szkołach są gimnastyczne, potrzebne do ćwiczeń akrobacyjnych, a nie do ogólnorozwojowych :/

      Odpowiedz
  2. Ahaja

    Chciałam napisać coś mądrego, ale wyleciało mi z głowy, bo… cały czas mam przed oczami kobietę z pierwszego zdjęcia! CO ona robi/liże? Albo, nie! Nie mów mi! Nie chcę wiedzieć :D

    Pamiętam jak w podstawówce biegaliśmy na czas w „okrągłym” parku. Wszystko fajnie, tylko, że baba od wf naprawdę przesadzała, zmuszając nas do tego na co drugim wf-ie, nawet zimą! W ogóle zapamiętałam ją jako takiego babo-chłopa z gwizdkiem, który cały czas krzyczy „Co to ma być?! Niedyspozycja, niedyspozycja… Ile wy miesiączek macie w miesiącu???!!!” Hahahaha!
    Na szczęście na obrzeżach parku rosły drzewa, za które się chowałyśmy, żeby dołączyć do biegnących przy trzecim okrążeniu :D
    Oczywiście teraz, z perspektywy czasu wiem jak ważny jest ruch i ćwiczenia, zwłaszcza dla dzieciaków. Tylko, że za moich czasów źle się do tego zabierano. Zamiast zachęcić – skutecznie zniechęcali. Na szczęście już za czasów moich córek było dużo lepiej, bo obie dziewczyny lubiły WF, do tej pory mają same 5 i 6 :)

    Odpowiedz
    1. Słowo na śniadanie Autor wpisu

      Sama chciałabym wiedzieć, co ta kobieta robi na tym zdjęciu…. :-D

      Moja Mama też mi opowiadała o swojej WFIstce i myślę, że historia była podobna, łącznie z chowaniem się za drzewami haha… :-D Myślę, że kiedyś na AWF szły właśnie takie babo-chłopy, bo jednak bardziej facetów widziano w sporcie niż kobiety, na szczęście dziś można być 100 procentową kobietą i skończyć te studia :-D

      Odpowiedz
  3. ~Seeker

    Przyznaję się bez bicia, że na wymigiwanie się od biegania na kilometr w szkole skończyły mi się już nawet w pewnym momencie niedyspozycje, więc po prostu prosiłam o wstawienie jedynki do dziennika. Byłabym Twoim największym koszmarem… Haha :D

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>