O słabościach

Hej!

Za mną prawie 2 tygodnie ciężkiej pracy przy spełnianiu swojego marzenia i choćby się wydawało, że: „wow, spełniasz marzenia, musisz czuć się z tym świetnie”, to momentami to wcale nie jest takie łatwe i piękne. Słabość? Czym ona jest? Łatwo nam się mówi, że jesteśmy słabi, nie mamy siły, bo nic nam nie wychodzi. Z kolei ja całkiem niedawno, bo przedwczoraj dojrzałam w końcu inną potęgę słabości – właśnie te, która potrafi zatrzymać w drodze na sam szczyt tylko po to, by jeszcze bardziej zmotywować do działania. Przypominają mi się w tym momencie moje wakacje w Harrachovie z Piotrem. Były tam co najmniej dwa momenty kiedy myślałam, że nie dam rady, a bardzo chciałam, żeby było odwrotnie. Jeden z nich nastąpił praktycznie drugiego dnia kiedy najpierw wtoczyliśmy rowery na strome wzgórze, by chwile później z niego zjechać, bo nad nami pojawiły się czarne chmury i zerwał się silny wiatr. Zastanawialiśmy się czy gdzieś się schować i przeczekać, ale uznaliśmy, że o wiele prędzej dojedziemy do domu. Niestety w połowie drogi złapał nas marznący deszcz i wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że jechaliśmy pod wiatr i cały ten deszczo-lód sprawił, że zamarzły mi dłonie, którymi trzymałam kierownicę. Już myślałam, że nie dojedziemy do pensjonatu, zwłaszcza, że okropnie piekła mnie skóra z zimna i praktycznie nie widziałam dobrze drogi. Jedyne, co mi wtedy pozostało to uruchomić 6 zmysł. I wiecie co? Udało się! I tutaj idealnie pasuje stwierdzenie: „Po burzy zawsze wychodzi słońce”, bo pod wypożyczalnią rowerów nagle chmury zniknęły… Ciekawe prawda? ;-) A na dowód opisanych wydarzeń wrzucam wam nasze zdjęcie właśnie obok wypożyczalni, dosłownie chwile po tym jak dostaliśmy po dupie deszczo-lodem.

harrachovko

Wracając do tematu słabości… Dopiero jestem gdzieś na początku swojej instruktorskiej drogi i na szczyt jeszcze długo będę się wspinać, ale w całej tej euforii dostania pracy marzeń i spełniania się w tym co lubię znalazło się jeszcze miejsce na SŁABOŚĆ, otóż to. Sama nie wiem czemu akurat tego jednego dnia zamiast wsiąść do auta, w którym czekał Piotr, nie zrobiłam tego z bananem na twarzy (jak to ja zwykle przez całe życie), a z ogromnym poczuciem rozgoryczenia i winy. Zawsze wam piszę, żeby się nie poddawać i śmiało iść po swoje. Mnie się na ten jeden wieczór wszystko rozmyło. Miałam ochotę położyć się i tak zostać albo jak to mawiamy z Piotrem:  „Iść odejść”. Na szczęście aqua aerobik odbywa się wieczorami, więc tak naprawdę zanim zupełnie zanurzyłam się w swoim „anty-ja” to po prostu zasnęłam. I poza jednym sennym incydentem,
że stoję na sali pełnej kulturystów i kompletnie nie wiem co z nimi ćwiczyć, to noc przebiegła spokojnie, a ja obudziłam się z myślą „Wiem w czym jest problem!”. I wiecie co? To nie prawda, że słabość może nas tylko ciągnąć na dno, a wręcz przeciwnie! Właśnie po to jest uczucie słabości, ten ból w pięcie Achillesowej, żeby wzmocnić się podwójnie. Jeśli chodzi o mnie to czuje, że jako osoba doszłam w końcu do takiego momentu w życiu kiedy słabość po prostu mnie motywuje by być lepszą. Zresztą, wczoraj przy śniadaniu prawie wykrzyczałam Piotrowi, że CHCE BYĆ NAJLEPSZA! i jestem z tego dumna, bo w życiu nie można dojść do pewnego momentu i się zatrzymać, bo „wygodnie mi w tym miejscu”. To tak jakby ciągle brało się na barki sztangę o tym samym obciążeniu, a przecież trzeba z czasem dokładać sobie ciężar, by zobaczyć efekty pracy. To co, że pochwalisz się koledze, że od pół roku podnosisz 40 kg. W tym samym czasie on zdążył z 20 kg wskoczyć na 60 kg i jeszcze nie ma zamiaru na tym skończyć. Czemu wybrałam akurat taki przykład? To chyba przez tych kulturystów we śnie… Hahaha ;-)

Kiedyś wam tutaj pisałam o tym, że życie jest lepsze kiedy ma się w nim jakiś cel o czym dla przypomnienia możecie przeczytać >TUTAJ< Jeśli w życiu miałam kilka dobrych złotych myśli to ta na pewno jest jedną z nich. I nawet jeśli cel wydaje się być odległy, a słabości ogromne to nie warto się temu poddawać. Nawet jeśli kluczem do motywacji ma być schowanie głowy w poduszce i powtarzanie jak mantry „Nigdzie nie idę”. Okej! Poleż tak, ale zaraz potem wstań i pokaż sobie (tak SOBIE!), że stać Cię na spełnienie własnych marzeń. I chociaż by się wydawało, że pokonanie swoich słabości to później świetny powód, by chodzić z wypiętą piersią to pamiętaj, że sukces jest TWÓJ i powinien cieszyć CIEBIE, a nie INNYCH! Jeśli postępujesz inaczej i spełniasz marzenia dla poklasku to prędzej czy później okaże się, że jesteś za słaby, by to wszystko udźwignąć. Słabość pokonuje się dążąc do swoich upragnionych gwiazd (per aspera ad astra), a nie do tych, które należą do kogoś innego. Spełniaj swoje marzenia, a nie czyjeś!

Postanowienie na nowy rok? Być silniejszą od swoich słabości.

pingwin-motywacyjny

A wy? Zgadzacie się ze mną czy jednak poczucie słabości paraliżuje was w działaniu?
Piszcie!

4 myśli nt. „O słabościach

  1. ~poludzku

    Gdzieś ostatnio przeczytałem, albo ktoś mówił w wywiadzie, ze jak jest ciężko przy spełnianiu marzeń to znaczy, że są one wielkie. Dlatego trzymam kciukesy, powodzenia! :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>